Bitwa trybunalska

Sześcioro sędziów wybranych przez Sejm do Trybunału Konstytucyjnego złożyło ślubowanie w Sejmie „wobec” prezydenta. Zgadzam się z prof. Matczakiem, że szkoda czasu na dyskusje i interpretacje dotyczące tego przyimka.

Wciska nam je prawica, by zakryć sedno sprawy: ślubowanie prezydent miał przyjąć bezwarunkowo. Nie zrobił tego, bo chce utrzymać kontrolę PiS nad tą kluczową instytucją w demokratycznym państwie prawa, którym Polska wciąż jest według konstytucji. Nie o prawo tu chodzi Nawrockiemu, tylko o poszerzenie pola walki politycznej z Tuskiem.

Chodzi mu też o to, by nie dopuścić do odjęcia immunitetu Święczkowskiemu, któremu będzie wtedy można postawić zarzuty w sprawie wykorzystywania Pegasusa do bezprawnej inwigilacji osób uznanych przez ówczesną władzę za jej przeciwników.

Przed Sejmem kluby „Gazety Polskiej” urządziły podczas ceremonii ślubowania manifestację sprzeciwu wobec niej. Zebrali się też jej zwolennicy. To dowód, że sprawa, wydawałoby się, czysto formalna stała się czysto polityczna.

Ekipa Nawrockiego, przybudówka prawicy, zaostrza kryzys ustrojowy. Zaostrza go ze swej strony Hołownia, strasząc perspektywą dwóch Trybunałów Konstytucyjnych: pisowskiego i tego, w którym powinna się znaleźć także szóstka, która złożyła ślubowanie w czwartek w Sejmie. Kilkaset prawicowych manifestantów to ułamek elektoratu, obrońcy prawidłowo wybranych też się stawili i też w niepokaźnej liczbie.

Lecz gra polityczna toczy się nad ich głowami. Hołownia załamuje ręce nad chaosem we władzy sądowniczej, ale sam się do niego przyczynił, kiedy w kampanii prezydenckiej swymi atakami na Trzaskowskiego pomógł Nawrockiemu.

Objęcie urzędu prezydenta Polski przez Nawrockiego oznaczało zablokowanie przywrócenia wymiaru sprawiedliwości w kształcie konstytucyjnym. Naprawa mogłaby się zacząć, gdyby prezydentem został Trzaskowski. Tę prostą prawdę rozumie znaczna część społeczeństwa, polityków i mediów, a na pewno znakomita większość prawników. „Dwójpaństwo”, które budował Kaczyński z Ziobrą, nie zostało dokończone, ale okazało się na tyle silne, że mamy pat ustrojowy i rosnącą trumpizację polityki. Demokratyczne państwo prawa niebezpiecznie się kurczy.

Nie może być dwu Trybunałów ani dwu państw polskich, prezydenckiego i konstytucyjnego. Skoro Nawrocki nie potrafi i nie chce współpracować z rządem, nie wykonuje swych obowiązków i przekracza swoje uprawnienia, a mimo to ma poparcie połowy obywateli, to jak stawić mu czoła? Jak bronić porządku konstytucyjnego, gdy ekipa Nawrockiego jawnie go depcze i dorabia do tego łże-uzasadnienia? Tak destrukcyjnej kohabitacji jeszcze nie było.

Reklama