Od Pendereckiego do Chopina

…a od Chopina do Szostakowicza. Takie skrajności w programie koncertu inauguracyjnego festiwalu Chopin i Jego Europa w wykonaniu Orchestre Symphonique de Montréal.

Rafael Payare, drugie po Gustavo Dudamelu cudowne dziecko El Sistema – jak te cudowne dzieci rosną! Dudamel ma już 45 lat, a Payare jest o rok starszy – ukończył właśnie czwarty sezon jako dyrektor muzyczny tej orkiestry. Przekazuje jej to, co jest jego najbardziej rzucającą się w oczy cechą – temperament. Czasem daje to efekty piorunujące, ale jak tych piorunów jest za dużo, to już trudniej się je znosi (przynajmniej mnie).

Był kiedyś waltornistą w Simón Bolívar Symphony Orchestra, ale szybko zainteresował się dyrygenturą, a jego mentorami byli m.in. Lorin Maazel i… Krzysztof Penderecki. Stąd zapewne gest włączenia do programu, na sam początek, Sinfonietty Nr 1 Pendereckiego. Trochę zaskakujące brzmienie, bo zagrał ją cały zespół smyczków, w rezultacie pierwsze charakterystyczne akordy brzmiały niezwykle ostro, a całość dość masywnie – jeszcze takiej wersji nie słyszałam, ciekawe, co powiedziałby kompozytor.

Ciężko wypadła też orkiestra w Koncercie f-moll Chopina, ale przynajmniej równo – można zagrać początek II części czystymi pionami! Kevin Chen w pierwszej części wydawał się jeszcze trochę sztywny, ale w drugiej pięknie się rozśpiewał i rozćwierkał, a i finał był żywy i zadziorny. Pomyślałam wtedy, że gdyby wybrał ten koncert i zagrał go na takim luzie jak II i III część dziś, to kto wie, czy nie wygrałby konkursu. Jego Koncert e-moll w finałach był okropnie nużący, aż odniosłam wrażenie, że wziął coś na uspokojenie. Na bis była Wiosna Chopina w opracowaniu Liszta – nietypowo skromnym (z cyklu Sześć pieśni polskich).

Dopiero w X Symfonii Szostakowicza, wykonanej w II części, orkiestra mogła pokazać się w pełni. I właśnie II część oraz finał zawierały momentami zbyt wiele zbyt donośnych piorunów jak na mój gust. Brzmiało to wręcz groźnie – i pewnie o to chodziło, ale miałam też przesyt tym hałasem.

Informacyjnie przypomnę tu jeszcze w aneksie do opisów pomieszczonych w książce programowej, że po wielu latach została odkryta w tej symfonii z 1953 r. zakodowana historia miłosna – dzięki listom, które ujawniła w latach 90. będąca obiektem uczuć kompozytora jego studentka Elmira Nazirowa. Wspomniał o tym w zeszłym roku Krzysztof Urbański wykonując tę symfonię (ale nieściśle). W III części pojawia się często motyw e-a-e-d-a, który oznacza E-La-MI-Re-A. Zawsze tak samo, w waltorni, a na niego odpowiada motyw Szostakowicza – D-Es-C-H. Więc nie tylko o ciężkich czasach stalinowskich w tej symfonii mowa.

PS. Smutna wiadomość, która dotarła do mnie z opóźnieniem: w Sztokholmie zmarł znakomity skrzypek i ceniony pedagog Henryk Kowalski. Emigracja 68; ja akurat lepiej znałam jego młodszego brata, wiolonczelistę Jakuba. Henryk działał głównie w Stanach i Szwecji; wracał w ostatnich dekadach do Polski, był jurorem pierwszych dwóch Ogólnopolskich, a potem paru Międzynarodowych Konkursów na Skrzypce Solo im. Tadeusza Wrońskiego (prof. Wroński był jego pedagogiem). Ciepło żegna go fachowe pismo „The Strad” i jego studenci.

Reklama