Geniuszki dwa

Wrócił po dwóch latach małżeński duet pianistyczny Anna Geniushene i Lukas Geniušas. Zawsze z przyjemnością się ich słucha, choć może dziś więcej było mankamentów niż na koncercie sprzed dwóch lat.

Świetna była pierwsza część, poświęcona muzyce francuskiej, a konkretnie dwóm transkrypcjom dwufortepianowym autorstwa Ravela: Trois nocturnes Debussy’ego i jego własnego La Valse. Impresjonistycznie to zagrali (kolega pianista narzekał, że za bardzo zamazywali pedałem), ale przy tym bardzo efektownie; chmurki chodziły po niebie, święta były radosne (ładnie wyszedł efekt fanfary z oddali, którą w orkiestrze grają trąbki z tłumikiem). Dobrze, że przeszli prosto z Nokturnów do Walca, w którym też była właściwa doza szaleństwa.

Dwa lata temu w drugiej części koncertu wykonali część programu poświęconego muzyce amerykańskiej, który nagrali na album pt. Hallelujah Junction (wyszedł w zeszłym roku). Ale wówczas była to bardziej interesująca, współczesna część tego repertuaru: Rzewski, McPhee i Adams. Na dziś wybrali znajdującą się również na tym albumie mało znaną, efektowną Uwerturę kubańską Gershwina – ciekawe to było po prostu ze względów poznawczych. Pozostałą część programu uzupełnili bardziej znanymi dziełami tego kompozytora: Trzema Preludiami na fortepian i Rhapsody in Blue w transkrypcji dwufortepianowej George’a Stone’a. Niestety, choć muzycy sprawiali wrażenie, że doskonale się bawią, brakowało tu czegoś, bez czego nie ma Gershwina: odrobiny luzu i swingu. Ale grają świetnie, to trzeba przyznać. Na bis wykonali dwa walce Ignacego Friedmana – więcej grali ich na poprzednim koncercie.

Po raz kolejny można było odnieść wrażenie, że choć techniką i w ogóle klasą są sobie równi, to w tym duecie to pianistka nosi spodnie. Chciałoby się ją tu posłuchać w solowym recitalu – to osobowość dużego formatu.

Reklama