Trump kontra papież

Czekam na reakcję zbiorową polskiego episkopatu na ataki Trumpa na papieża Leona XIV. To byłby test lojalności względem lidera świata katolickiego i sprawdzian wierności słowom Jezusa: błogosławieni pokój czyniący. „Winą” Leona jest w oczach Trumpa to, że nie chce wesprzeć jego wojny z Iranem i potępia polowanie na migrantów prowadzone przez ICE na rozkaz prezydenta. Ale Leon, mimo zniewag i bluźnierstw ze strony Donalda T., zachowuje spokój.

Nie jest zawodowym politykiem jakiejkolwiek opcji, tylko duszpasterzem, którego wybrali kardynałowie na następcę Franciszka. Trump w swej bezdennej arogancji oświadcza, że gdyby nie on, wybraliby kogoś innego. Czytaj: decyzja konklawe była aktem politycznym. Kardynałowie uznali, że interesom Kościoła w epoce Trumpa najbardziej służy wybór Amerykanina na papieża. Coś naprawdę nie gra w głowie prezydenta USA.

Około 20 proc. mieszkańców Ameryki to katolicy. Część z nich popiera Trumpa. Trump kalkuluje, że ataki na papieża opłacają mu się politycznie. W swojej ekipie ma katolików na wysokich stanowiskach – Rubio czy Vance’a – którzy nie protestują przeciwko jego zachowaniu. Znaczna część amerykańskich katolików i biskupów ma jednak inne zdanie. Pod krytycznym listem w sprawie polityki migracyjnej Trumpa podpisała się zdecydowana większość katolickich biskupów amerykańskich. Tylko pięciu było przeciw. I to właśnie wywołuje wściekłość Trumpa.

Widzi, że Kościół nie kupuje jego wizji wojującego chrześcijaństwa, w szczególności amerykańskiego chrześcijańskiego nacjonalizmu. Wytacza więc absurdalne zarzuty, jakoby papież Leon nie chciał pozbawić Iranu broni atomowej i był tak naprawdę jednym więcej „lewakiem”. Jemu marzy się ktoś inny na urzędzie papieża: trumpista w Watykanie, który pobłogosławi jego wojny. Nie może więc być „fanem” Leona, który oświadcza światu, że żaden papież nie udziela wojnom błogosławieństw, tylko tym, którzy czynią pokój.

Jak się ten konflikt Trumpa z papieżem zakończy? Z pewnością nie leży w interesie ani Stanów Zjednoczonych, ani Stolicy Apostolskiej. Papież Leon nie będzie go ze swej strony zaostrzał. Nie cytuje swego poprzednika, który nie uważał Trumpa za chrześcijanina. Przyjął mądrą linię „siły spokoju”. Nie eskaluje, głosi Ewangelię. Niech świat rozsądzi, która droga jest drogą pokoju, a która katastrofy. A chrześcijanie niech sobie przypomną, co Pismo mówi o Antychryście.

W najnowszej historii tylko najwięksi tyrani – Hitler, Mussolini, Stalin – grozili Watykanowi, narzucali Kościołowi ograniczenia, prześladowali opozycyjnych duchownych i wiernych. Każdy z nich wyrządził ogromne szkody, lecz Kościoła do końca nie ujarzmił. Większym zagrożeniem okazywało się dla niego milczenie, kiedy należało sprzeciwić się złu. Wygląda na to, że papież Leon odrobił tę lekcję historii, a Trump robi wszystko, by dostać pałę.

Reklama